Film

Et vous êtes pour l’avortement ? Envoyer à un ami Envoyer à un ami Lien permanent Envoyer à un ami Envoyer à un ami 104 réactions à “Et vous êtes pour l’avortement ?”

Free Your Mind: Najnowsze informacje

Łukasz Schreiber: Najnowsze informacje

Leszek Czajkowski - Śpiewnik oszołoma

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EUREKO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EUREKO. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lutego 2008

Karpie czekają na Świętego Mikołaja


Aleksander Grad w zaciszu swojego gabinetu ciężko pracował przez ostatnie 3 miesiące. Od początku jego urzędowania wiadomo było, że Eureko przyjdzie do niego po PZU. Holendrzy mają we krwi agresywną tradycję kupiecką. W końcu ten sposób zbudowali swoją gospodarczą potęgę i wzbogacili swój kraj. Tylko dureń nie dobije targu, w ramach którego aktywa warte 40 miliardów złotych przejmuje się za 15% ich wartości.

Grad nie ma wyjścia, bo zbyt wiele bardzo przekonujących osób stoi pod drzwiami jego gabinetu. Media już zainstalowały zasłonę medialną. Mamy laptopy, zagłuszanie czterech pielęgniarek i długi PC. Biedni Polacy już się przestraszyli „strasznej" kary 35 miliardów złotych, którą wyliczyły, związane z Eureko, agencje public relations . Co więcej, ostatnio TVN24 postraszył ich też satelitą, który prawie na pewno wyląduje na jednym z blokowisk Ursynowa. W tej sytuacji chyba tylko heros by się nie ugiął. Umowę sprzedaży trzeba podpisać. Może nie uchroni nas to przed nowym Armagedonem, ale przynajmniej zachowamy twarz i 35 miliardów.

Żarty na bok. Punkt drugi słynnych wyborczych Platformy Obywatelskiej zobowiązań brzmi: "Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty". Niestety Platforma usunęła już całą listę tych populistycznych obietnic ze swojej strony internetowej. Emeryci i pracownicy sfery budżetowej będą musieli jeszcze długo poczekać na spełnienie marzeń zaserwowanych im przez Donalda Tuska. Sprawa przekazania PZU i 3 miliardów złotych rocznej dywidendy zagranicznej firmie ma niestety wyższy priorytet. Dochody z polskich banków i PZU mogłyby trafiać do budżetu i zasilać grupy najbardziej potrzebujące. Tak się jednak nie dzieje, bo liberałowie, a konkretniej - osoby aktualnie siedzące w pobliżu koryta, uznały za stosowne przeprowadzić prywatyzację wszystkiego, co wartościowe i dochodowe.

Można dziś spojrzeć w oczy nauczyciela, lekarza czy emeryta, który zagłosował na II Irlandię Platformy Obywatelskiej i zapytać się go o motywację jego działania. Można też zastanowić się, dlaczego tak wiele osób uwierzyło, że odpowiedzialni za wyprzedaż polskich banków i rentownych firm, będą troszczyć się o losy najbiedniejszych wyborców. Polaku! Dlaczegoś biedny? - boś głupi! A dlaczegoś głupi? - boś biedny!

Nie ma innego średniej wielkości kraju w Europie, który zgodziłby się na taką dominację kapitału zagranicznego w sektorze finansowym. Niemcy i Francja, kraje dużo zamożniejsze i potężniejsze niż Polska, biją się o swoje narodowe aktywa, jak o niepodległość. Ktoś powie, że prywatyzacja poprawia jakość funkcjonowania przedsiębiorstwa. Jest to prawdą w odniesieniu do firm małych i średnich. Jednak w przypadku dużych spółek, które zostają sprywatyzowane w sposób nieuczciwy, najczęściej zresztą przez dziwnych typów z „dojściami", kończy się to tylko transferem gotówki za granicę.

Dla przykładu, banki z kapitałem zagranicznym drenują nasze kieszenie tak samo jak państwowy PKO BP, a TP SA, które wpadło w ręce France Telekom (państwowej firmy francuskiej!) jest przykładem koszmarnego, totalnie uwstecznionego monopolu. Dodajmy do tego jeszcze, że państwowy Plus GSM oferuje nam dokładnie to samo, co prywatne Era czy Orange. Jednym słowem, prywatyzacja w III RP zakończyła się kompletnym fiaskiem, bo nie poprawiła jakości świadczonych usług i nie wpłynęła na obniżkę cen dla konsumentów. Co gorsza, spowodowała powstanie bardzo szkodliwych prywatnych monopoli, które jest dziś bardzo trudno kontrolować. Jestem więcej niż pewien, że sprzedaż PZU będzie kolejnym potwierdzeniem tej tezy.

sobota, 16 lutego 2008

Zagłuszarki


Dzień w dzień mamy kolejne "odsłony" polowania prowadzonego przez ministra Ćwiąkalskiego na poprzednika. Opary absurdu gęstnieją, gdy po udostępnieniu mediom "nie tego" laptopa - Ministerstwo Sprawiedliwości wciąż wydaje sprzeczne komunikaty w sprawie stanu sprzętu i dokumentacji, zastanym po wyborach.

Mieliśmy też "aferę" z zagłuszaniem sygnału w telefonach pielęgniarek okupujących Kancelarię premiera, a wczoraj "wybuchła" kolejna - sprawa umorzenia długu w wysokości 700 tys. zł nieistniejącemu Porozumieniu Centrum. Przyjrzyjmy się, co ten medialny szum ma zagłuszyć...


Ilustracją tego postu jest skan z wczorajszego "The Wall Street Journal Polska", będącego dodatkiem do "Dziennika". Tytuł robi wrażenie i aż dziw, że wątek ten nie został podjęty przez największe portale informacyjne.

Cóż się okazuje? Platforma Obywatelska nie ma własnej koncepcji reformy finansów publicznych, zdecydowała się więc sięgnąć po projekt, nad którym prace zablokowała latem 2007 w obawie, że jego przeprowadzenie "pójdzie na konto" rządzącego wtedy Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnijmy, Zyta Gilowska w imieniu rządu J. Kaczyńskiego przygotowała dwie ustawy zakładające m.in.:

- likwidację 3 tys. zakładów budżetowych (np. ośrodków szkoleniowych)
- likwidację 1 tys. gospodarstw pomocniczych (np. kasyn wojskowych)
- likwidację 10 tys. samorządowych funduszy celowych
- likwidację połowy (10 na 20) cntralnych funduszy celowych
- ZUS i KRUS miały stracić osobowość prawną i być przekształcone w jednostki budżetowe

Tymczasem, jak możemy przeczytać w finansowym dodatku do wczorajszego "Dziennika": Reforma sektora finansów w wydaniu PO ma wyglądać trochę inaczej - Nie zamierzamy robić aż tak znaczącej reorganizacji (...) - mówi Stanisław Gomułka (wiceminister finansów w rządzie D. Tuska - Foxx).

News wydawałby się sensacyjny, wszak partia "liberalna" czerpie pełnymi garściami z dorobku rzekomo "socjal-konserwatywnego" rządu, zachowując jednocześnie "ostrożność" w reformowaniu finansów publicznych państwa. A tu nic. Cisza.

Możemy za to przeczytać niesamowitą sensację - minister skarbu umorzył niespłacalne długi nieistniejącego podmiotu. W jakiej wysokości? 600 tys. zł. Wprawdzie nie skończyła się sprawa anulowania kary przez W. Pawlaka spółce J&S w wysokości... 500 mln. - nie jest to jednak aż tak kontrowersyjne.

Dla porządku warto przypomnieć, że PiS w żaden sposób nie jest prawnym kontynuatorem PC, więc nie ma technicznej możliwości, by przejęło zadłużenie pierwszej partii braci (przepraszam za słowo "braci") Kaczyńskich. Mechanizm dość znany i często stosowany - np. przez klub piłkarski Lech Poznań.

Co jeszcze ma niknąć między 3981 odcinkiem mydlanej opery o laptopach, a newsami tego typu? Popatrzmy.

Minister nie chce otworzyć korporacji
Tomasz Pietryga 15-02-2008, ostatnia aktualizacja 15-02-2008 07:57

Rząd chce limitów przyjęć na aplikacje adwokackie, radcowskie i notarialne. Dostęp na aplikacje prawnicze ma być uzależniony od decyzji środowiska prawniczego.

Dla zawodu sędziego, prokuratora i referendarza liczbę szkolących się będzie ustalał minister sprawiedliwości. A dla aplikacji adwokackiej, radcowskiej i notarialnej same korporacje. Takie są założenia rządowego projektu reformy zawodów prawniczych, do którego dotarła „Rz”

Ma być wprowadzony w życie od listopada 2009 r. Został już zaakceptowany przez Komitet Rady Ministrów i rekomendowany rządowi. Plany są zaskakujące, bo zupełnie co innego wcześniej zapowiadał Donald Tusk. Założenia do ustawy zawierają zasady wyznaczania minimalnej liczby osób, które mogą być przyjęte na daną aplikację. Projekt przewiduje także wprowadzenie jednolitych egzaminów państwowych na wszystkie aplikacje. Będzie to test. Osoba, która zda egzamin, ale z powodu braku miejsc nie zostanie przyjęta, będzie mogła zdawać inny egzamin. Jeżeli udowodni w ten sposób, że posiada wiedzę praktyczną, będzie mogła zostać doradcą prawnym. Obecnie żadne egzaminy dla doradców nie są wymagane. Na rynku działa ich około 10 tysięcy. Konkurują z adwokatami i radcami głównie ceną. (...)

(całość)

Co tam jeszcze?

Pierwsze ważne weto prezydenta Kaczyńskiego?

"Dziennik": Młodzi medycy wystosują do prezydenta oficjalną prośbę o zawetowanie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Gazeta wyjaśnia, że nowe przepisy przewidują dla lekarzy w trakcie specjalizacji gwarantowane wynagrodzenia na poziomie 70 procent średniej krajowej.
Taka kwota nie zadowala jednak medyków, który domagają się gwarancji pensji na poziomie średniej krajowej. Natomiast docelowo chcieliby gwarancji zarobków co najmniej dwa razy większych. Tymczasem - jak podkreśla "Dziennik" - jeśli ustawa przyjęta przez parlament wejdzie w życie, lekarze rozpoczynający pracę będą mogli liczyć na wypłaty rzędu 1770 złotych.

Gazeta podaje, że w tej chwili zarobki medyków bez specjalizacji wynoszą niewiele ponad 1200 złotych. Ich rówieśnicy w Niemczech mogą liczyć na równowartość 9 tysięcy złotych, a w Danii - nawet 13 tysięcy złotych brutto. Dlatego żądania młodszych kolegów popiera Konstanty Radziwiłł z Naczelnej Izby Lekarskiej i przypomina, że młodym ludziom dużo łatwiej zdecydować się na wyjazd z Polski.

(źródło)

Skoro jesteśmy przy służbie zdrowia...

Awantura o reformy zdrowotne
Sylwia Szparkowska 15-02-2008, ostatnia aktualizacja 15-02-2008 03:49

Środowiska medyczne ostro krytykują ustawy opracowane przez rząd. Domagają się nawet wycofania ich z Sejmu.

Poselskie projekty ustaw zgłoszone do Sejmu przygotowało Ministerstwo Zdrowia – taki tryb prac miał sprawić, że przepisy wejdą w życie już 1 stycznia 2009 r. Ale wybuchła awantura: „Solidarność” służby zdrowia żąda wstrzymania prac, wycofania ustaw z Sejmu i przygotowania projektów na nowo.

Naczelna Rada Lekarska napisała w opinii o ustawach: „Negatywnie oceniamy przedstawiony projekt i zwracamy się do marszałka Sejmu o niepodejmowanie dalszych prac nad nim”. I dodaje: „Rada lekarska z dezaprobatą przyjmuje fakt, że rozwiązania systemowe nie przechodzą przez normalny proces legislacyjny. Może to doprowadzić do uchwalenia kontrowersyjnej ustawy wymagającej licznych zmian”.

Białemu szczytowi, czyli forum, na którym organizacje pozarządowe wraz z rządem pracują nad projektami, grozi więc fiasko. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy ostrzega, że może się z niego wycofać. Jak skończy się spór? – Biały szczyt ma służyć poznaniu stanowiska środowiska medycznego. Na pewno nie będziemy wprowadzać rozwiązań, które będą ostro kontestowane – zapewnia wiceminister zdrowia Krzysztof Grzegorek.

Lekarskie związki zawodowe uważają, że przepisy umożliwiające przekształcanie szpitali w spółki są zbyt mało „rynkowe”. „Solidarność” przeciwnie: boi się, że w takich spółkach nie będą przestrzegane prawa pacjenta. – Czy szpital będzie mógł odmówić podpisania niekorzystnego kontraktu z NFZ? Jeśli nie, to nie ma co się oszukiwać, że będą działały jak przedsiębiorstwa – mówi Krzysztof Bukiel, szef OZZL.

– Jeśli szpitale będą odmawiać podpisania niekorzystnych kontraktów, to pacjenci mogą nie mieć dostępu do niektórych zabiegów. Na pytanie o kontrakt z NFZ trzeba jasno odpowiedzieć – dodaje Maria Ochman, szefowa „S” służby zdrowia.

– Nie rozumiem zastrzeżeń strony społecznej. Przecież już teraz szpital może odmówić podpisania kontraktu – uważa wiceminister Grzegorek. – NFZ musi zaproponować taką wycenę leczenia, by przyjmowanie pacjentów było opłacalne dla placówki.

Dlatego rząd przygotowuje wycenę wszystkich świadczeń wykonywanych w służbie zdrowia. Ma również określić, do jakiego leczenia mamy prawo w ramach obowiązkowej składki.

– Dopóki tego spisu nie będzie, rozmowa o ubezpieczeniach dodatkowych jest niemożliwa – ostrzega Dorota Gardias, szefowa pielęgniarskich związków zawodowych. – Podobnie jak rozmowa o przekształcaniu szpitali w spółki bez określenia praw pracowników.

Protesty budzi też odebranie szpitali powiatom i przekazanie ich samorządom wojewódzkim. Nawet PO przyznaje, że tego rozwiązania bronić nie będzie.

Nie wszystkim podoba się także powołanie instytucji rzecznika praw pacjenta. – To wydawanie publicznych pieniędzy na nieefektywną administrację – uważa Bukiel.

– Ta instytucja jest potrzebna – odpowiada Grzegorek. – To dla nas bardzo ważny projekt. Możemy za to dyskutować o uprawnieniach rzecznika.Z przepisów o prawach pacjenta jest też niezadowolona Naczelna Rada Lekarska: – Uderzające, że nie określono praw pacjenta jako ubezpieczonego – zarzuca Konstanty Radziwiłł, szef NRL.

Zdaniem lekarzy na podstawie takiego zapisu pacjenci mogliby domagać się dostępu do leczenia w rozsądnym terminie. – Praw ubezpieczonych nie ma w tej ustawie, bo są już określone w innych przepisach. Nie wolno powtarzać dwa razy tych samych uregulowań – tłumaczy Władysław Puzoń, szef Departamentu Prawnego Ministerstwa Zdrowia.

(źródło)

A może coś z polityki zagranicznej?

Putin: Przekierujemy rakiety na Polskę
mar, PAP, IAR
2008-02-14, ostatnia aktualizacja 2008-02-14 11:48

- Rosja będzie zmuszona do przekierowania części swych rakiet na elementy tarczy antyrakietowej USA w Czechach i Polsce - powiedział Władimir Putin. Podkreślił, że tarcza w Polsce obniży bezpieczeństwo w Europie, po czym dodał, że Rosja nie planuje żadnego konfliktu z Zachodem i wyraził nadzieję, że nigdy do niego nie dojdzie.

Zdaniem Putina, poprzez instalację tarczy w Polsce rozbudzane są nastroje antyrosyjskie. - Rosja nie uczyniła ani jednego kroku dla skomplikowania stosunków z Polską - mówił z przekonaniem.

Putin zaznaczył, że jego kraj nie rozumie konfliktów w sprawie Gazociągu Północnego i importu polskiego mięsa. Dodał, że z podczas wizyty Donalda Tuska w Rosji przeprowadził z nim konstruktywną rozmowę. Wyraził też nadzieję, że taka sama będzie atmosfera kolejnych rozmów z Polską.

(źródło i całość)

Zupełnie, jak w relacji z plenum KC KPZR. Trudno się dziwić "zagłuszarkom".


EDIT: są pierwsze komentarze na Zachodzie:


"Inwektywy i groźby w żargonie rosyjskiej ulicy"

Prezydent Rosji Władimir Putin wystąpił z najbardziej bodaj jak dotąd wojowniczą tyradą przeciwko Zachodowi - ocenia brytyjski dziennik "Daily Telegraph" czwartkową konferencję prasową rosyjskiego szefa państwa, jego ostatnią na tym stanowisku.

- Putin zaprezentował wyzywające wystąpienie, które dobitniej niż kiedykolwiek ukazało rosnącą przepaść między Moskwą i jej dawnymi rywalami z czasów zimnej wojny - pisze gazeta, podkreślając, że niemal 5-godzinna konferencja była pełna "inwektyw, ordynarnych obelg, gróźb i upomnień, często wyrażanych w żargonie rosyjskiej ulicy".

Zdaniem dziennika, wystąpienie Putina nie przypominało łabędziego śpiewu, a jego długość uczyniła zeń "prawdziwy test na wytrzymałość, przypominający sowieckie czasy". Według gazety, Putin najostrzej zaatakował Stany Zjednoczone, ale "jego jadowitej krytyce nie umknęła większość państw Unii Europejskiej", a Polska, Czechy i Ukraina usłyszały, że mogą stać się celem rosyjskich rakiet.

- Rosyjski lider przedstawił tę nuklearną groźbę jako akt demokratycznej wspaniałomyślności, twierdząc, że występuje w interesie Europejczyków przeciwnych amerykańskiej ekspansji militarnej - czytamy. (...)

(źródło)

Jak robi się Polakom wodę z mózgu?




Dokładnie 28 stycznia 2008 roku, a więc 18 dni temu, na stronie Time przeczytałem, utrzymany w żartobliwym tonie, artykuł o zagrożeniu związanym ze spadającym amerykańskim satelicie. Tekst, w którym autor opisał przypadek chilijskiego Boeinga, który niemal został trafiony spadającym rosyjskim satelitą na wysokości 10 000 metrów, gdzieś w środku nocy nad Pacyfikiem (okazało się, że to co widział pilot było raczej rojem meteorów, ponadto 'niemal' w kontekście lecącego z prędkością 800 kilometrów na godzinę samolotu oznacza odległość kilku kilumetrów) kończył się zapewnieniem, że nawet paranoiczne typy powinny znaleźć sobie inne zjawisko, które mogłyby się panicznie obawiać.

Dziś, w dniu w którym ministerstwo skarbu podpisało kapitulację w sporze z Eureko, która dla zmyłki nazwano 'ugodą', całą Polska dowiedziała się, że grozi nam śmiertelne niebezpieczeństwo a rząd, który może zawiódł pokładane w nim nadzieje w czasie strajku celników, górników, pielęgniarek, nauczycieli, etc tym razem stanął na wysokości zadania i powołał sztab kryzysowy. Co więcej, niezawodne w takich przypadkach, prawdopodobieństwo wskazuje, że tym razem rządowi Tuskowi naprawdę może się udać! Koalicyjny gabinet zdoła ochronić Polaków przed spadającą z niebia śmiercią. Już teraz wszyscy możemy być dumni z faktu, że rząd zainteresował się tym kluczowym problemem zaledwie dwa i pół tygodnia po publikacji w Time!

Satelita może spaść gdziekolwiek pomiędzy 52 stopniem szerokości geograficznej północnej a 52 stopniem szerokości geograficznej południowej. Powiedzmy, że to około 60% powierzchni ziemii. Prawdopodobieństwo, że satelita uderzy w Polskę wynosi więc około 0.1% (jeden do tysiąca). Zagrożony będzie obszar równy powierzchni dwóch boisk piłkarskich czyli jedna piętnastomilionowa część terytorium kraju zamieszkana przez 2.5 osoby. Innymi słowy czytelniku, tak liczone prawdopodobieństwo faktu, że kupa kosmicznego złomu spadnie akurat Tobie na głowę wyniesie jeden do 15 000 000 000, co oznacza, że statystycznie 1000 razy wygrasz w totolotka zanim zginiesz przygnieciony 'upadłym' satelitą.

Właśnie ze względu na opisane wyżej śmiertelne niebezpieczeństwo rząd Polski powołał sztab kryzysowy, zorganizował konferencję prasową a jego liczni ministrowie wielokrotnie wypowiadali się w mediach na temat konsekwencji potencjalnego upadku satelity. Nie oglądaliśmy głupawej komedii z Leslie Nielsenem, w studiach telewizyjnych wystąpili prawdziwi politycy, pobierający kilkadziesiąt tysięcy złotych z naszych podatków. Śmiertelnie poważne pytania zadawali im profesjonalni dziennikarze. Można nawet spekulować, że ze względu na niebezpieczeństwo premier Tusk wyjechał z Polski pod pozorem wypadu narciarskiego.

Tak wygląda polska rzeczywistość w 2008 roku. Mimo, że nasi sąsiedzi są równie mocno zagrożeni katastrofą (prawa statystyki sa apolityczne) satelity na próżno szukać doniesień o tym na obcojęzycznych portalach informacyjnych. Kanclerz Merkel nie organizuje sztabu kryzysowego. Są dwa wyjaśnienia tej sytuacji: albo inne rządu są nieodpowiedzialne i nie troszczą się o bezpieczeństwo obywateli albo żaden z tych rządów nie podpisał dziś umowy oddającej za bezcen kontroli nad największą narodową instytucją finansową. Jeśli popierasz pierwszą opcję jesteś czytelniku młodym, wykształconym Polakiem, dumnym ze swojego rządu. Gdy wybrałeś drugą opcję czas zgłosić się na oddział psychiatryczny. Taką interpretację proponuje nadworny hunwejbin Platformy na salonie24.

Oczywiście, sprawa śmiertelnego niebezpieczeństwa grożącego nam z nieba nie musi być związana z ugodą z Eureko, ale jest związana z poziomem rządu Tuska, polskiego dziennikarstwa i intelektualnego najbardziej zagorzałych zwolenników PO. Samodzielnie myślący człowiek nie może przecież pisać o 'kosmicznym spisku' gdy wszyscy mówią o zwyczajnej medialno-rządowej manipulacji.