
Dzień w dzień mamy kolejne "odsłony" polowania prowadzonego przez ministra Ćwiąkalskiego na poprzednika. Opary absurdu gęstnieją, gdy po udostępnieniu mediom "nie tego" laptopa - Ministerstwo Sprawiedliwości wciąż wydaje sprzeczne komunikaty w sprawie stanu sprzętu i dokumentacji, zastanym po wyborach.
Mieliśmy też "aferę" z zagłuszaniem sygnału w telefonach pielęgniarek okupujących Kancelarię premiera, a wczoraj "wybuchła" kolejna - sprawa umorzenia długu w wysokości 700 tys. zł nieistniejącemu Porozumieniu Centrum. Przyjrzyjmy się, co ten medialny szum ma zagłuszyć...
Ilustracją tego postu jest skan z wczorajszego "The Wall Street Journal Polska", będącego dodatkiem do "Dziennika". Tytuł robi wrażenie i aż dziw, że wątek ten nie został podjęty przez największe portale informacyjne.
Cóż się okazuje? Platforma Obywatelska nie ma własnej koncepcji reformy finansów publicznych, zdecydowała się więc sięgnąć po projekt, nad którym prace zablokowała latem 2007 w obawie, że jego przeprowadzenie "pójdzie na konto" rządzącego wtedy Prawa i Sprawiedliwości. Przypomnijmy, Zyta Gilowska w imieniu rządu J. Kaczyńskiego przygotowała dwie ustawy zakładające m.in.:
- likwidację 3 tys. zakładów budżetowych (np. ośrodków szkoleniowych)
- likwidację 1 tys. gospodarstw pomocniczych (np. kasyn wojskowych)
- likwidację 10 tys. samorządowych funduszy celowych
- likwidację połowy (10 na 20) cntralnych funduszy celowych
- ZUS i KRUS miały stracić osobowość prawną i być przekształcone w jednostki budżetowe
Tymczasem, jak możemy przeczytać w finansowym dodatku do wczorajszego "Dziennika": Reforma sektora finansów w wydaniu PO ma wyglądać trochę inaczej - Nie zamierzamy robić aż tak znaczącej reorganizacji (...) - mówi Stanisław Gomułka (wiceminister finansów w rządzie D. Tuska - Foxx).
News wydawałby się sensacyjny, wszak partia "liberalna" czerpie pełnymi garściami z dorobku rzekomo "socjal-konserwatywnego" rządu, zachowując jednocześnie "ostrożność" w reformowaniu finansów publicznych państwa. A tu nic. Cisza.
Możemy za to przeczytać niesamowitą sensację - minister skarbu umorzył niespłacalne długi nieistniejącego podmiotu. W jakiej wysokości? 600 tys. zł. Wprawdzie nie skończyła się sprawa anulowania kary przez W. Pawlaka spółce J&S w wysokości... 500 mln. - nie jest to jednak aż tak kontrowersyjne.
Dla porządku warto przypomnieć, że PiS w żaden sposób nie jest prawnym kontynuatorem PC, więc nie ma technicznej możliwości, by przejęło zadłużenie pierwszej partii braci (przepraszam za słowo "braci") Kaczyńskich. Mechanizm dość znany i często stosowany - np. przez klub piłkarski Lech Poznań.
Co jeszcze ma niknąć między 3981 odcinkiem mydlanej opery o laptopach, a newsami tego typu? Popatrzmy.
Minister nie chce otworzyć korporacji
Tomasz Pietryga 15-02-2008, ostatnia aktualizacja 15-02-2008 07:57
Rząd chce limitów przyjęć na aplikacje adwokackie, radcowskie i notarialne. Dostęp na aplikacje prawnicze ma być uzależniony od decyzji środowiska prawniczego.
Dla zawodu sędziego, prokuratora i referendarza liczbę szkolących się będzie ustalał minister sprawiedliwości. A dla aplikacji adwokackiej, radcowskiej i notarialnej same korporacje. Takie są założenia rządowego projektu reformy zawodów prawniczych, do którego dotarła „Rz”
Ma być wprowadzony w życie od listopada 2009 r. Został już zaakceptowany przez Komitet Rady Ministrów i rekomendowany rządowi. Plany są zaskakujące, bo zupełnie co innego wcześniej zapowiadał Donald Tusk. Założenia do ustawy zawierają zasady wyznaczania minimalnej liczby osób, które mogą być przyjęte na daną aplikację. Projekt przewiduje także wprowadzenie jednolitych egzaminów państwowych na wszystkie aplikacje. Będzie to test. Osoba, która zda egzamin, ale z powodu braku miejsc nie zostanie przyjęta, będzie mogła zdawać inny egzamin. Jeżeli udowodni w ten sposób, że posiada wiedzę praktyczną, będzie mogła zostać doradcą prawnym. Obecnie żadne egzaminy dla doradców nie są wymagane. Na rynku działa ich około 10 tysięcy. Konkurują z adwokatami i radcami głównie ceną. (...)
(całość)
Co tam jeszcze?
"Dziennik": Młodzi medycy wystosują do prezydenta oficjalną prośbę o zawetowanie nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Gazeta wyjaśnia, że nowe przepisy przewidują dla lekarzy w trakcie specjalizacji gwarantowane wynagrodzenia na poziomie 70 procent średniej krajowej.
Taka kwota nie zadowala jednak medyków, który domagają się gwarancji pensji na poziomie średniej krajowej. Natomiast docelowo chcieliby gwarancji zarobków co najmniej dwa razy większych. Tymczasem - jak podkreśla "Dziennik" - jeśli ustawa przyjęta przez parlament wejdzie w życie, lekarze rozpoczynający pracę będą mogli liczyć na wypłaty rzędu 1770 złotych.
Gazeta podaje, że w tej chwili zarobki medyków bez specjalizacji wynoszą niewiele ponad 1200 złotych. Ich rówieśnicy w Niemczech mogą liczyć na równowartość 9 tysięcy złotych, a w Danii - nawet 13 tysięcy złotych brutto. Dlatego żądania młodszych kolegów popiera Konstanty Radziwiłł z Naczelnej Izby Lekarskiej i przypomina, że młodym ludziom dużo łatwiej zdecydować się na wyjazd z Polski.
(źródło)
Skoro jesteśmy przy służbie zdrowia...
Awantura o reformy zdrowotne
Sylwia Szparkowska 15-02-2008, ostatnia aktualizacja 15-02-2008 03:49
Środowiska medyczne ostro krytykują ustawy opracowane przez rząd. Domagają się nawet wycofania ich z Sejmu.
Poselskie projekty ustaw zgłoszone do Sejmu przygotowało Ministerstwo Zdrowia – taki tryb prac miał sprawić, że przepisy wejdą w życie już 1 stycznia 2009 r. Ale wybuchła awantura: „Solidarność” służby zdrowia żąda wstrzymania prac, wycofania ustaw z Sejmu i przygotowania projektów na nowo.
Naczelna Rada Lekarska napisała w opinii o ustawach: „Negatywnie oceniamy przedstawiony projekt i zwracamy się do marszałka Sejmu o niepodejmowanie dalszych prac nad nim”. I dodaje: „Rada lekarska z dezaprobatą przyjmuje fakt, że rozwiązania systemowe nie przechodzą przez normalny proces legislacyjny. Może to doprowadzić do uchwalenia kontrowersyjnej ustawy wymagającej licznych zmian”.
Białemu szczytowi, czyli forum, na którym organizacje pozarządowe wraz z rządem pracują nad projektami, grozi więc fiasko. Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy ostrzega, że może się z niego wycofać. Jak skończy się spór? – Biały szczyt ma służyć poznaniu stanowiska środowiska medycznego. Na pewno nie będziemy wprowadzać rozwiązań, które będą ostro kontestowane – zapewnia wiceminister zdrowia Krzysztof Grzegorek.
Lekarskie związki zawodowe uważają, że przepisy umożliwiające przekształcanie szpitali w spółki są zbyt mało „rynkowe”. „Solidarność” przeciwnie: boi się, że w takich spółkach nie będą przestrzegane prawa pacjenta. – Czy szpital będzie mógł odmówić podpisania niekorzystnego kontraktu z NFZ? Jeśli nie, to nie ma co się oszukiwać, że będą działały jak przedsiębiorstwa – mówi Krzysztof Bukiel, szef OZZL.
– Jeśli szpitale będą odmawiać podpisania niekorzystnych kontraktów, to pacjenci mogą nie mieć dostępu do niektórych zabiegów. Na pytanie o kontrakt z NFZ trzeba jasno odpowiedzieć – dodaje Maria Ochman, szefowa „S” służby zdrowia.
– Nie rozumiem zastrzeżeń strony społecznej. Przecież już teraz szpital może odmówić podpisania kontraktu – uważa wiceminister Grzegorek. – NFZ musi zaproponować taką wycenę leczenia, by przyjmowanie pacjentów było opłacalne dla placówki.
Dlatego rząd przygotowuje wycenę wszystkich świadczeń wykonywanych w służbie zdrowia. Ma również określić, do jakiego leczenia mamy prawo w ramach obowiązkowej składki.
– Dopóki tego spisu nie będzie, rozmowa o ubezpieczeniach dodatkowych jest niemożliwa – ostrzega Dorota Gardias, szefowa pielęgniarskich związków zawodowych. – Podobnie jak rozmowa o przekształcaniu szpitali w spółki bez określenia praw pracowników.
Protesty budzi też odebranie szpitali powiatom i przekazanie ich samorządom wojewódzkim. Nawet PO przyznaje, że tego rozwiązania bronić nie będzie.
Nie wszystkim podoba się także powołanie instytucji rzecznika praw pacjenta. – To wydawanie publicznych pieniędzy na nieefektywną administrację – uważa Bukiel.
– Ta instytucja jest potrzebna – odpowiada Grzegorek. – To dla nas bardzo ważny projekt. Możemy za to dyskutować o uprawnieniach rzecznika.Z przepisów o prawach pacjenta jest też niezadowolona Naczelna Rada Lekarska: – Uderzające, że nie określono praw pacjenta jako ubezpieczonego – zarzuca Konstanty Radziwiłł, szef NRL.
Zdaniem lekarzy na podstawie takiego zapisu pacjenci mogliby domagać się dostępu do leczenia w rozsądnym terminie. – Praw ubezpieczonych nie ma w tej ustawie, bo są już określone w innych przepisach. Nie wolno powtarzać dwa razy tych samych uregulowań – tłumaczy Władysław Puzoń, szef Departamentu Prawnego Ministerstwa Zdrowia.
(źródło)
A może coś z polityki zagranicznej?
Putin: Przekierujemy rakiety na Polskę
mar, PAP, IAR
2008-02-14, ostatnia aktualizacja 2008-02-14 11:48
- Rosja będzie zmuszona do przekierowania części swych rakiet na elementy tarczy antyrakietowej USA w Czechach i Polsce - powiedział Władimir Putin. Podkreślił, że tarcza w Polsce obniży bezpieczeństwo w Europie, po czym dodał, że Rosja nie planuje żadnego konfliktu z Zachodem i wyraził nadzieję, że nigdy do niego nie dojdzie.
Zdaniem Putina, poprzez instalację tarczy w Polsce rozbudzane są nastroje antyrosyjskie. - Rosja nie uczyniła ani jednego kroku dla skomplikowania stosunków z Polską - mówił z przekonaniem.
Putin zaznaczył, że jego kraj nie rozumie konfliktów w sprawie Gazociągu Północnego i importu polskiego mięsa. Dodał, że z podczas wizyty Donalda Tuska w Rosji przeprowadził z nim konstruktywną rozmowę. Wyraził też nadzieję, że taka sama będzie atmosfera kolejnych rozmów z Polską.
(źródło i całość)
Zupełnie, jak w relacji z plenum KC KPZR. Trudno się dziwić "zagłuszarkom".
EDIT: są pierwsze komentarze na Zachodzie:
Prezydent Rosji Władimir Putin wystąpił z najbardziej bodaj jak dotąd wojowniczą tyradą przeciwko Zachodowi - ocenia brytyjski dziennik "Daily Telegraph" czwartkową konferencję prasową rosyjskiego szefa państwa, jego ostatnią na tym stanowisku.
- Putin zaprezentował wyzywające wystąpienie, które dobitniej niż kiedykolwiek ukazało rosnącą przepaść między Moskwą i jej dawnymi rywalami z czasów zimnej wojny - pisze gazeta, podkreślając, że niemal 5-godzinna konferencja była pełna "inwektyw, ordynarnych obelg, gróźb i upomnień, często wyrażanych w żargonie rosyjskiej ulicy".
Zdaniem dziennika, wystąpienie Putina nie przypominało łabędziego śpiewu, a jego długość uczyniła zeń "prawdziwy test na wytrzymałość, przypominający sowieckie czasy". Według gazety, Putin najostrzej zaatakował Stany Zjednoczone, ale "jego jadowitej krytyce nie umknęła większość państw Unii Europejskiej", a Polska, Czechy i Ukraina usłyszały, że mogą stać się celem rosyjskich rakiet.
- Rosyjski lider przedstawił tę nuklearną groźbę jako akt demokratycznej wspaniałomyślności, twierdząc, że występuje w interesie Europejczyków przeciwnych amerykańskiej ekspansji militarnej - czytamy. (...)
(źródło)
