Marek Migalski, jeden z najaktywniejszych naukowo i najciekawszych polskich politologów rozważa możliwość pisania habilitacji zagranicą. Na rodzimych uczelniach blokuje go układ szpiclów SB z UŚ i UWr.. Nie znosi on krytyki pod swoim adresem, na którą ośmielił się Migalski, dlatego odmawiają mu dalszego rozwoju naukowego. To samo towarzystwo z prof. Iwankiem na czele organizowało bojkot antylustracyjny na uczelniach.
W Polsce A.D. 2009 to szpicle SB a nie dorobek decydują o tym kto może robić karierę naukową. Co gorsza wspiera ich reszta kadry instytutu w którym pracuje politolog. Skoro na czele Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UŚ stoi TW SB trudno się dziwić, że dobiera ludzi o podobnym usposobieniu.
Często słyszymy, że sprawa lustracji to grzebanie się przeszłości. Nie liczą się dawne grzechy, bo ludzie tamtej epoki nie mają żadnego wpływu na rzeczywistość. Niestety historia Marka Migalskiego pokazuje, że jest dokładnie odwrotnie. 20 lat po upadku komuny można być autorem lub współautorem 11 książek, wypowiadać się dla mediów, publikować w największych dziennikach, ale jeśli nie pada się na twarz przed donosicielami bezpieki PRL, którzy trzęsą instytutami naukowymi nie ma co liczyć na karierę naukową.
O sprawie Migalskiego napisała „Rzeczpospolita”, w której często publikuje. Nie każdy młody naukowiec, któremu nie odpowiadają esbeckie układy na uczelni ma odwagę otwarcie głosić i bronić własnego zdania w obawie przed zemstą środowiska. Nie każdy może liczyć na zainteresowanie dziennikarzy. Zmuszony jest albo poddać się woli przełożonych i zamknąć usta albo zrezygnować z kariery naukowej.
Tajni współpracownicy SB nie lubią otaczać się ludźmi niepokornymi, a miernotami i pochlebcami, którzy nie będą przypominać o ich niechlubnej przeszłości. Dzięki nim mogą stroić się w profesorskie piórka i wybielać się niszcząc przy tym uczciwych, aspirujących do awansu naukowców.
Sprawa Migalskiego to kolejny dowód, że III RP to PRL-bis – państwo, w którym donosiciele policji politycznej totalitarnego państwa mogą zmusić uczciwego człowieka do wyjazdu za granicę jeśli ten chce się swobodnie rozwijać.
