Film

Et vous êtes pour l’avortement ? Envoyer à un ami Envoyer à un ami Lien permanent Envoyer à un ami Envoyer à un ami 104 réactions à “Et vous êtes pour l’avortement ?”

Free Your Mind: Najnowsze informacje

Łukasz Schreiber: Najnowsze informacje

Leszek Czajkowski - Śpiewnik oszołoma

sobota, 3 stycznia 2009

Jak obalano Bolka?

02.01.2009 - 22:49


Czy sprawa "Bolka" wypłynęła dopiero kilka lat temu? Nie! Można się o tym przekonać czytając książkę pod tytułem "Jak obalano socjalizm". Autorem jest Aleksander Kopeć. Jeśli macie możliwość wypożyczenia czy kupienia za przysłowiową złotówkę, nie wahajcie się :) Warto m.in. dlatego, że autor, pomimo brutalnej fragmentami partyjnej nowomowy, pokazuje często kulisy różnych wydarzeń, psioczy na służby specjalne i swoich ideowych pobratymców, że pomimo dużej wiedzy o opozycji (agentura) dziwacznie dali się nie tylko wyrolować ale pozwalali na pewne rzeczy... Stąd blisko mamy już do różnych spisków ;-)

Oczywiście ktoś mógłby napisać, że jest mało wiarygodny- to komuch! Niemniej nie sądzę aby mu specjalnie zależało, jak czytelnicy go ocenią. Dużo jest dyrdymałów, lecz jeszcze więcej realistycznych, trzeźwych do bólu osądów- w tym na temat późniejszej prywatyzacji. Poniekąd autor, nie wiem czy przypadkowo, obala sporo mitów dotyczących i Solidarności jak i strony rządowej...Nierzadko refleksje są bardzo gorzkie.
Co pisze o "Bolku" (nie do końca zgadzam się z jego wnioskami...)? Rzućmy okiem na stronę 214 i 215:
"Kiedy 15 sierpnia wydawało się. że sytuacja powraca do normy, gdy dyrektor Gniech zawarł umowę i rozwiązał strajk i ludzie zaczęli opuszczać stocznię, większość na czele z Lechem Wałęsą kierowała się w stronę bramy nr 1.
W tym momencie do akcji wkroczyły herod-baby: Anna Walentynowicz i Alina Pieńkowska - stoczniowa pielęgniarka. Obie panie wraz z innymi osobami nawoływały do zerwania umowy z dyrektorem i rozpoczęcia strajku solidarnościowego w obronie innych strajkujących zakładów. Ich apele poparli członkowie gdańskich Wolnych Związków Zawodowych, KSS KOR i inni zapaleni strajkowicze. Za wznowieniem strajku i nadaniem mu charakteru politycznego opowiedzieli się małżeństwo Joanna i Andrzej Gwiazdowie, Bohdan Borusewicz, Lech Kaczyński, Andrzej Kołodziej i inni.
Gdzie diabeł nie może. tam baba pomoże - mówi ludowe przysłowie. Wymienione panie odegrały ważną rolę we wznowieniu strajku i zatrzymaniu wychodzących ze stoczni ludzi. Pomagał im bardzo młody spawacz, zdolny orator Piotr Maliszewski. Talentem błysnęła Anna Walentynowicz, która podbiegła do mikrofonu przy bramie nr 2 i krzyknęła: Stoczniowcy, dyrektor uciekł! My jesteśmy włodarzami stoczni! Ludzie zatrzymali się i zaczęli wracać.
Wrócił też Wałęsa, ale już w nowej roli trybuna i wodza robotników. Babskim wodzom sprzyjało szczęście, do stoczni przybyły nieoczekiwanie delegacje 21 strajkujących zakładów Wybrzeża na czele z młodym zapaleńcem - Andrzejem Kołodziejem ze stoczni w Gdyni.
Przedstawiciele tych komitetów strajkowych oskarżyli L. Wałęsę o zdradę i zaprzepaszczenie interesów robotniczych, krzycząc: Wałęsa zdrajca! Podstawę do tego oskarżenia stanowiła podpisana przez Wałęsę umowa z dyrektorem o podwyżce płac o 1500 zł i przerwaniu strajku. Zebrani nagle zapomnieli, że dyrektor Gniech obiecał nadto P. Maliszewskiemu, L. Prądzyńskiemu, J. Borowczakowi i innym organizowanie obchodów rocznicy tragedii grudniowej, zwiększenie liczebności załogi, przedstawienie problemów politycznych władzy i puszczenie w niepamięć nazwisk strajkujących. Kto to pamięta?
Przybyli delegaci głośno krzyczeli: Nie o pieniądze nam chodzi, lecz o prawa polityczne i ludzką solidarność. Strajkujący żądali zerwania umowy z dyrekcją i wznowienia strajku, i to aż do zwycięstwa. Stoczniowcy wznowili strajk, wybrali delegatów (około 50 osób) i w sobotni wieczór 16 sierpnia udali się do sali BHP, aby radzić nad powołaniem MKS-u i pisaniem postulatów do władz państwowych.
Teraz przedstawię kilka zdań na temat historycznego skoku Lecha Wałęsy przez mur stoczni gdańskiej. Jak fama głosi, pan Wałęsa 14 sierpnia w czwartek „przeskoczył" mur stoczni gdańskiej, zdobył posłuch, wyszedł na lidera stoczniowców i wszedł do historii. Chociaż podczas pobytu w Gdańsku słyszałem krążące pogłoski, że wpłynął tam potajemnie kutrem patrolowym marynarki wojennej w towarzystwie oficerów służby bezpieczeństwa. Za ten czyn późniejszy prezydent III RP nagrodził dowódcę marynarki wojennej, Piotra Kołodziejczyka, sympatią i godnością ministra obrony narodowej. Inna fama głosiła, że nie było żadnego skoku, lecz wślizgnięcie się do stoczni przez Centrum Badań Okrętowych, ale to nie koniec, proszę o cierpliwość.
Wracam do wydarzeń sobotnich 16 sierpnia. W tym potwornym zamieszaniu Wałęsa stanął na wózku akumulatorowym i przez ręczne megafony, gdyż do radiowęzła nie miał dostępu, zawołał: Chcecie strajkować? Chcemy- odpowiedział lud. Odwołuję zakończenie strajku, solidaryzujemy się z wami, razem będziemy strajkować aż do zwycięstwa! - wołał Wałęsa. Wygramy, wygramy! - odpowiedzieli strajkujący.
Inni dla odmiany twierdzili, że strajkujących z letargu obudziła Alina Pieńkowska, zwana później stoczniową Joanną d'Arc, która zakończony przez dyrektora Gniecha i Wałęsę strajk skwitowała krótko: Lechu, zdradziłeś!
Tyle relacji kolegów. Osobiście sądzę, że Lech Wałęsa po osiągnięciu porozumienia z dyrektorem stoczni, razem z innymi stoczniowcami opuścił zakład w dobrym nastroju i udał się do domu. Później, kiedy zorientował się, że "szatańskie baby" i Andrzej Kołodziej wznowili strajk, a zebrani opowiedzieli się za jego solidarnościową formą, powrócił do zakładu przez wejście Centrum Badań Okrętowych. Tak mnie informowali pracujący tam inżynierowie - członkowie SIMP.
Takim sposobem L. Wałęsa znowu znalazł się w tłumie. Tak zrodziła się czwarta wersja "skoku przez mur". W tej książce przedstawiam aż cztery wersje tego "skoku".Moim zdaniem najprawdziwsza jest piąta - nie było żadnego skoku, a jego potrzebę zrodziła fantazja Lecha Wałęsy i dziennikarzy. Ale skoro ma być prawdziwa, to do historycznych rekwizytów należy dodać drabinę, bo bez niej trudno mur w tym miejscu pokonać. Są to oczywiście moje supozycje."
I kolejna strona, 216:
"Opierając się na wiedzy, którą posiadłem podczas strajku w Gdańsku i później jako wicepremier, pragnę przedstawić swoje stanowisko w sprawie roli pana Wałęsy. Strajk w Stoczni Gdańskiej był przygotowywany gdzieś od połowy czerwca 1980 roku przez dwie strony. Nielegalne WZZ i działacze KOR przygotowywali jego przebieg, a organy MSW, zwłaszcza służby SB, zastanawiały się, jak go szybko rozprowadzić i zakończyć lub... rozwinąć!!!

Strajk rozpoczął się 14 sierpnia. Lech Wałęsa znalazł się na terenie stoczni

- nieważne jakim sposobem - w podwójnej roli: zadawnionego tajnego współpracownika SB i aktywnego działacza nielegalnych WZZ. W pierwszej fazie strajku nasz bohater zachował się poprawnie wobec obu stron: rozwoził ulotki, rozlepiał je i nawoływał do strajku, wznosił antypaństwowe okrzyki, żądał załatwienia postulatów. Organy władzy też były zadowolone: Pan Lech w dwa dni rozprowadził strajk, podpisał ugodę z dyrektorem i ogłosił jego zakończenie, osiągnął postawione cele.
Po paru godzinach przerwy strajkowej obudziła się opozycja antyustrojowa i orzekła: załatwienie postulatów ekonomicznych nas nie interesuje, my chcemy zmian ustrojowych i Wolnych Związków Zawodowych. Lecha okrzyknięto zdrajcą! Wałęsa znowu wraca na teren stoczni - też nieważne jakim sposobem. Zrozumiał sytuację, wyprzedza konkurentów, staje na jeżdżącej mównicy, wznawia strajk. Radość!!!
Moim zdaniem był to przełomowy moment w życiu L. Wałęsy: postanowił zerwać współpracę z SB, postanowił służyć kolegom robotnikom i związkowcom, a później etosowi „Solidarności".
Po przeczytaniu tych zdań widzę zgorszone miny Czytelników i złorzeczenia pod moim adresem. Proszę mi wierzyć, to nie był jedyny lub odosobniony przypadek, który poznałem w 1980 roku i opisałem w swoich „Relacjach z wirażu". Podczas głośnych strajków górników, hutników, budowlanych, energetyków, tramwajarzy, transportowców i protestów zaplecza badawczo-rozwojowego na Śląsku stwierdziłem (poprzez towarzyszące mi służby MSW), że często najgłośniej i antypaństwowo występowali stali lub okresowi współpracownicy Służb Bezpieczeństwa. Podobnie było we Wrocławiu, Warszawie, Koszalinie i Świdnicy, czyli tam. gdzie "gasiłem" strajki lub rozwiązywałem demonstracje.
„Kapusie bezpieki" - bo tak nazwano tajnych współpracowników MSW- działając w organizacjach podziemnych donosili służbom specjalnym na współtowarzyszy walki z PRL za pieniądze, dla kariery lub zwykłej ludzkiej złości. Dziś stawiam brzydką tezę. że w przyszłości wielu z nich będzie osądzać ludzi, którzy z przekonania bronili zasad ustrojowych PRL lub tych, którzy wyrośli na etosie „Solidarności" i pragnęli zmian..."
Za: A. Kopeć, Jak obalano socjalizm, Warszawa 1999, s. 214- 216.