Aż dziw, że Tomasz Lis dał się tak łatwo podpuścić we wczorajszym programie w TVP. Został ugotowany na miękko - jak mawia mój tata. Zero profesjonalizmu, zero wyczucia i zero klasy.
Otóż w pewnym momencie programu Lis pokazał reportaż z odczytów Jerzego Roberta Nowaka, jako dowód antysemityzmu w polskim Kościele. Obejrzałem uważnie cały materiał, po czym ze zdziwieniem zobaczyłem Lisa rozkładającego w studio ręce w geście triumfu i miną w rodzaju: no, macie państwo ostateczny dowód. Patrzyłem, powtarzam, ze zdumieniem, bo żadne antysemickie hasło w reportażu nie padło.
Prawdę powiedziawszy, myślałem, że coś przeoczyłem. Ale o dziwo - o dziwo! - Lis, zdenerwowany brakiem poparcia wśród części gości, pozwolił pokazać materiał raz jeszcze. I rzeczywiście, okazało się, że nic antysemickiego tam nie było.
W tym momencie wypada wyjaśnić istotną kwestię. Nie słucham Radia Maryja, więc nie jestem w stanie ani potwierdzić, ani zaprzeczyć informacjom o antysemickich wypowiedziach Ojca Dyrektora i jego popleczników. Po prostu nie biorę udziału w dyskusjach na ten temat, bo nie mam ku temu żadnych podstaw. Natomiast fragment przygotowany przez Lisa widziałem wczoraj dwa razy. Trudno na podstawie minutowego reportażu zrobionego z ukrytej kamery wnioskować cokolwiek o filmowanej osobie, ale tym bardziej nie można traktować tego wycinka jako dowodu przeciwko antysemityzmowi.
Zatem, cóż takiego znalazło się na taśmie reporterów Lisa?
Najbardziej napiętnowanym przez Lisa fragmentem była taka oto wypowiedź (cytuję z pamięci): „Od kogo taki Borowski [Marek] miał się nauczyć patriotyzmu? Od swego ojca, komunistycznego funkcjonariusza, o nazwisku Berman?!”
Lis uczepił się właśnie owego nieszczęsnego nazwiska, które wskazuje na pochodzenie polityka lewicy. Cóż, akurat ta informacja jest dobrze znana osobom, które choć trochę interesują się polityką. Faktycznie, Jerzy Robert Nowak wymienił następnie Michnika i Cimoszewicza w kontekście osób, które nigdy polskimi patriotami nie były, a wywodziły się z żydowskich rodzin wysokich funkcjonariuszy stalinowskiego reżimu. Całkiem możliwe, że Nowak Żydów nie lubi.
Jednak, jeżeli po tygodniach śledzenia Nowaka, Lis i jego reporterzy, za najbardziej obciążający kawałek uznają podanie informacji o nazwisku czyjegoś ojca, w dodatku w kontekście antykomunistycznym a nie antysemickim, to doprawdy, taki antysemityzm jest śmiechu wart.
Sam Lis chyba zdawał sobie z tego sprawę, bo rozeźlony skwitował: „czyli antysemityzm będzie dopiero wtedy, gdy Nowak powie: zabić Żydów”.
Po tej wypowiedzi prowadzącego otworzyłem oczy ze zdumienia jeszcze szerzej. Czy ja dobrze zrozumiałem? Najbardziej znany polski dziennikarz ucieka się do prostackiej demagogii? No bo co oznacza ta wypowiedź? Ano, nic innego tylko prawdę - jeśliby Nowak tak powiedział, to rzeczywiście powinno się go ścigać sądownie. Szkopuł w tym, że Nowak o niczym takim nie wspomniał.
Wypowiedź Lisa można by równie dobrze zastosować do innych osób. O, proszę, czy takie oto zdanie nie ma równie wiele sensu: „gdyby Jan Tomasz Gross (!) nawoływał do zabijania Żydów, to byłby antysemitą”? Ależ ma sens, oczywiście, tylko nijak pasuje do opisu rzeczywistości.
Pogubił się wczoraj redaktor Lis i nic dziwnego. Tak bywa, kiedy dziennikarz próbuje naciągać fakty do własnych teorii.