Niekiedy jednak wymiar sprawiedliwości nie jest tak wspaniałomyślny. Bezdomnego z Dworca Centralnego w Warszawie ścigała policja w całym kraju, po tym gdy zrugał władze państwowe podczas legitymowania.
Jakie wnioski płyną z decyzji prokuratury? Ano takie, że od dziś – nie zachęcam do tego nikogo, a nawet kategorycznie odradzam – można Lecha Wałęsę nazywać głośno i publicznie słowem „dureń” (i jego odpowiednikami: pacan, matoł, głupek, debil itp.), a także mocniej. Oceniając ostatnie działania Wałęsy, jego umizgi wobec ekspozytur Agory (po tym, jak te opluwały go i poniżały na wszelkie możliwe sposoby) czy nienawiść do PiS, ktoś mógłby użyć określeń nawet mocniejszych – tych zaczynających się od litery „s”. A gdyby nawet jakimś prokuratorom czy sędziom przyszło do głowy sądzenie i skazywanie za takie czyny, to mamy casus Joerga Haidera, którego dziennikarz „Der Standard” nawyzywał w swoim tekście od ostatnich. Sąd austriacki uznał roszczenia Haidera i wydał w tej sprawie wyrok skazujący. Dziennikarz odwołał się do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który uchylił wyrok skazujący dziennikarza "Der Standard" za zniesławienie (nawiasem mówiąc, jest to przyczynek do dyskusji o niepodległości i samostanowieniu państw zrzeszonych w UE).
Język Wałęsy czy Niesiołowskiego jest niekiedy chamski. Chamskie też bywają teksty dziennikarzy. Należy im wszystkim odradzać stosowanie takich praktyk. Zważywszy jednak stanowisko sądów polskich i instancji unijnych, należy przyjąć, że jedynem sposobem przeciwdziałania tym zjawiskom w sferze politycznej jest piętnowanie ich słowem – pozbawionym ordynarnego żargonu, nasyconym zaś argumentacją.
2. Jednym z najpaskudniejszych szmatławców gazetowych w Polsce jest skrajnie antyklerykalny tygodnik „Fakty i Mity”. Ziejący nienawiścią do Kościoła, nieprzebierający w słowach. Jego współpracownikiem był m.in Grzegorz Piotrowski, główny organizator i egzekutor mordu na Jerzym Popiełuszce. Przyzwoity człowiek nie powinien tego ohydztwa nawet brać do rąk.
Tymczasem Marek Edelman bez krępacji wchodzi do tego rynsztoku i udziela w nim – jak gdyby nigdy nic – wywiadu. Człowiek, który twierdzi, że w Polsce nie istnieje antypolonizm, mówi tu rzeczy niesłychane.
O Episkopacie i Kościele mówi tak: „A czy episkopat był kiedykolwiek polski? Nigdy nie był, tak jak nie był postępowy. Co najwyżej był kiedyś antykomunistyczny, ale przecież widział w tym interes. Jednocześnie zawierał daleko idące umowy z komunistami, choćby po to, żeby w jak najlepszej kondycji przetrwać. Proszę zwrócić uwagę, że tam, gdzie cokolwiek zagrażało jego imieniu, wycofywał się. Kościół w Polsce zawsze współpracował z państwem. Nawet w jego najohydniejszym wydaniu”. „Także w wydaniu stalinowsko-represyjnym?” - pyta prowadzący rozmowę. „Oczywiście! Bez tego nie mógłby istnieć i tak dobrze się miewać. (...)” - odpowiada pan Edelman.
Edelman znieważa tu nie tylko polski Kościół, który w zwalczeniu komunizmu odegrał rolę kluczową (począwszy od pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce). Znieważa setki i tysiące odważnych księży, z których niejeden stracił życie z rąk SB. Znieważa miliony katolików, którzy wsłuchując się w odważny głos Kościoła, stosowali bierny opór wobec komunistycznej dyktatury. To jest wypowiedź skandaliczna.
Dalej Edelman mówi: „Przed wojną większość awantur antyżydowskich rozpoczynała się po niedzielnym nabożeństwie w kościele, dziś po odejściu od radioodbiornika”.
Rzecz prosta, moherowe berety nasłuchają się Radia Maryja i pędzą robić pogromy. Niech pan Edelman wskaże choćby jeden przykład takiej sytuacji.
Prowadzący rozmowę nawiązuje do lekcji religii i rzekomej indoktrynacji w duchu „Żydzi są potępieni, bo zabili Pana Jezusa”. Pan Edelman reaguje: „To jest hańba dla Kościoła. Nic więcej. A jakimi metodami ta instytucja się posługuje, wiemy przecież nie od dzisiaj”.
Wiemy? My? To znaczy kto? Kim są ci „my” w kraju, w którym na masową skalę szerzy się ponoć „antysemityzm bez Żydów”?
Prowadzący rozmowę pyta; „Czy według pana należy tę rozgłośnię zamknąć [chodzi o Radio Maryja - przyp. P.P.]? Edelman: „Oczywiście! (...)”.
Człowiek, który należy do wielbicieli wolności słowa chce zamykać bez dyskusji Radio Maryja, bo krytykuje takie wypowiedzi, jak ta jego. Ale „Fakty i Mity” oczywiście mogą zostać. Pan Edelman wciąż będzie miał świetne forum do ekspresji swojej nienawiści do Kościoła.
Marek Edelman konkluduje: „Na szczęście on [chodzi o któregoś z braci Kaczyńskich – przyp. P.P.] i jego poplecznicy przeminą. Tak jak w końcu przeminie całe zło”
Powstaje pytanie, co i kto jest złem? Czy nie ci, którzy językiem nienawiści mówią o polskim Kościele, ostoi polskości, którzy nie zawahają się przed stwierdzeniem, że „episkopat nigdy nie był polski” (a jaki był, w takim razie, kto za nim stoi, cóż to za spiskowa teoria dziejów?). Czy złem nie są ci, którzy rządy prawicy (PiS) insynuacyjnie - „łagodnie mówiąc” - nazywają „co najmniej reakcyjnym narodowo”?
Pan Marek Edelman jest sumieniem większości społeczności żydowskiej w Polsce. Byłoby rzeczą wspaniałą, aby dialog polsko-żydowski odżył i doprowadził do przyjaznych stosunków na każdym polu między Żydami i Polakami. Przykładem, że jest to możliwe, są dobre stosunki państwa polskiego z państwem Izrael. Dlaczego więc Marek Edelman używa języka nienawiści, który wycelowany jest w Kościół katolicki i – nie zamydlajmy sobie oczu – w chrześcijaństwo, które w Polsce nie chce zostać rozmiękczone i zmarginalizowane?
Oby jak najmniej takich incydentów, a jak najwięcej gestów pojednawczych. I Polacy, i Żydzi sa dziećmi tego samego Boga. Likwidujmy spory w rodzinie.
I na koniec, nawiązując do ostatnich słów pana Edelmana, przypominam przysłowie „Historia kołem się toczy”. Świat istotnie będzie się zmieniał. Być może na taki, w którym nie będzie już „Faktów i Mitów” i takich wypowiedzi, jak te pana Marka Edelmana.
