Propaganda powracającej III RP donosi dziś o pomyśle Kancelarii Premiera zmierzającym do ograniczeia kosztów administracji.
Jeszcze w ubiegłym roku premier Tusk ogłosił, że w ramach ograniczania kosztów będzie latał na zagraniczne oficjalne wojaże rejsowymi samolotami. Nie śledziłam dokładnie jakimi środkami transportu pan premier się przemieszczał.
W ostatni piątek zupełnie przez przypadek na lotnisku w Rębiechowie wylądował samolot z Moskwy. Ucieszyłam się szczerze, że Gdańsk zaczyna być liczącym się miejscem w Europie skoro lądują tu rejsowe samoloty z i do stolicy Rosji. Niestety. Premier, wbrew szumnym zapowiedziom, przyleciał rządowym TU-154, przy okazji nieco dezorganizując piątkowy wieczorny rozkład lotów z Warszawy
Ale nie bądźmy tacy czepialscy, zdaje się Donald Tusk raz poleciał do Brukseli rejsowym lotem. A ma być jeszcze lepiej, bo, jak donosi Gazeta.pl:
"Premier Donald Tusk znów przesiada się do rejsowego samolotu LOT. Właśnie nim uda się 8 marca w pierwszą wizytę do USA (...). Potwierdzam, że na 99 proc. premier poleci rejsowym samolotem. Od początku zapowiadaliśmy, że tam, gdzie to możliwe, będzie korzystał z rejsowych połączeń - mówi gazecie rzecznika rządu Agnieszka Liszka. (...) Bilet w klasie biznesowej na przelot Warszawa - Nowy Jork - Waszyngton to koszt 5 - 10 tys. zł. "
Sprawdziłam. Na stonach www.lot.pl bilet w klasie biznes na trasie Warszawa - Nowy Jork - Warszawa kosztuje 10 tys. złotych za osobę. Do tego dochodzi przelot z NJ do Waszyngtonu i z powrotem. Oczywiście przemnożony przez ilość osób ze świty pana premiera. Kancelaria PRM nie zna cen biletów, czy po prostu celowo robią ludziom sieczkę z mózgów? Pewnie trzeba jeszcze doliczyć dodatkowe noclegi dla całej wycieczki, rejsowe samoloty nie latają na życzenie w końcu. Nawet dla premiera III RP. Lot rządowym samolotem ogranicza koszty dodatkowe logistyki.
Jest inna strona medalu.
Po pierwsze stan rządowej floty powietrznej. Dwa lata temu przez media przelała się fala prześmiewczych artykułów o lękach przed lataniem braci Kaczyńskich. Rozumiem, że dziś ja Donald Tusk sie boi latać to nie żadna fobia, tylko i wyłącznie troska o państwo.
Drugi powód jest bardziej banalny. Latanie rejsowymi samolotami pozwala na zbieranie punktów, które można potem wymieniać na darmowe bilety. Latanie biznesem na transatlantyckich trasach pozwala w krótkim okresie czasu uzbierać punkty na darmowe bilety dla całej rodziny w dowolne miejsce na świecie. Dla każdego z członków świty. Przyznajcie, że warto się poświęcić?
Propaganda jak za najlepszych czasów komuny. Co ciekawsze wtedy ludzie krytyczniej podchodzili do tego, co powiedzą lub napiszą w dzienniku.
Nie oszukujmy się. Polskę stać na zakup nowego samolotu dla premiera i prezydenta, bez względu na to z jakiej opcji politycznej sie wywodzą. Oprócz względów logistycznych, istotny jest też wizerunek naszego państwa. Prawdopodobnie obsługa obecnych maszyn jest bardzo kosztowna, ale te koszty łatwiej ukryć niż koszt zakupu nowej maszyny. W końcu co powiedzieliby wyborcy na taką ekstawagancję. 30 mln dolarów wydane jednorazowo robi wrażenie. Kwota porównywalna albo większa wydawana po trochu i po cichu już nie.
Wygląda na to, że lubimy być oszukiwani.
