O raporcie WSI z profesorem Andrzejem Zybertowiczem
Twój głos został dodany.
Słowo Polskie Gazeta Wrocławska | 2007-04-14 08:17, aktualizacja: 2007-04-14 08:17:10 Niewiele osób przeczytało dokument przygotowany przez Platformę Obywatelską na temat raportu z likwidacji WSI, jeszcze mniej sam raport. Wszyscy natomiast usłyszeliśmy głośne kłótnie i wzajemne wytykanie sobie błędów.
– Jako badacz powiem: przede wszystkim o ustalenie prawdy na temat WSI. O sprawdzenie, na ile były uległe wobec Rosji. Ale dla opinii publicznej proces dochodzenia do tej prawdy ginie w futerałach gry politycznej. Tu prawda nie jest celem samym w sobie, ale jedynie monetą przetargową w grach o władzę.
Jak Pan ocenia dokument przygotowany przez Platformę?
– Przede wszystkim, to dobrze, że partia opozycyjna nie tylko uprawia propagandę na konferencjach prasowych, ale tworzy też bardziej ambitne dokumenty. Do tej pory, o ile wiem, PO przygotowała tylko jeden raport – o mediach publicznych, o którym pamiętamy, że nie był on wolny od poważnych błędów rzeczowych. Zadaniem opozycji jest zlecanie ekspertyz na różne tematy, są na to pieniądze m.in. w funduszach na prowadzenie biur poselskich. Ale sporządzanie raportów wymaga ciężkiej pracy i kompetencji.
Jaka jest wartość merytoryczna antyraportu?
– Podobnie jak raport o likwidacji WSI ma pewne wady, ale zawiera też niektóre trafne spostrzeżenia. Przede wszystkim jednak rzuca się w oczy pewien istotny błąd logiczny. Z jednej strony autorzy antyraportu zarzucają, że Antoni Macierewicz ujawnił zbyt wiele danych dotyczących działalności WSI, a z drugiej uważają, że liczne tezy jego raportu są za słabo udokumentowane. Ale gdyby niektóre tezy lepiej udokumentowano, to zaraz podniósłby się krzyk, że zdradzono tajemnice państwowe.
A dlaczego ujawnia zbyt wiele?
– Antoni Macierewicz i komisja weryfikacyjna weszli na pole minowe częściowo pozostawione jeszcze przez służby specjalne PRL-u. Niemożliwe, żeby przejść przez to suchą stopą. Nie wszystkie miny da się rozbroić i będą wybuchy. WSI to kontynuacja tajnych służb wojska, które były jednym z najważniejszych instrumentów sowieckiego panowania nad Polską. I trzeba być świadomym tego, że WSI nie zostały objęte żadną dogłębną cywilną kontrolą od momentu swojego powstania w 1991 r. aż do 2006 r., gdy je rozwiązano. Ich pracownicy nie przeszli żadnej zewnętrznej weryfikacji aż do czasu, kiedy Macierewicz zabrał się za likwidację tych służb. A do tego kierownicze stanowiska w WSI zajmowali oficerowie, którzy przeszli szkolenie w ZSRR lub innych krajach Układu Warszawskiego. To nie wszystko. Tak się złożyło, że to cywilne służby ujawniały i łapały rosyjskich szpiegów w WSI. Jest to wyraźny dowód na to, te służby źle działały. Jednak, a mówię to jako doradca komisji weryfikacyjnej, lektura dokumentów opracowywanych przez niższych stopniem wojskowych pokazuje, że WSI miały niezłe rozeznanie co do intensywności i kierunków penetracji wywiadu rosyjskiego. Mapa zainteresowań rosyjskich agentów była przyzwoicie rozrysowana przez młodszych rangą oficerów. Ale wyżej tych informacji nie zamieniano na skuteczne operacje kontrwywiadowcze. Może nie chciano tego robić właśnie z powodu takiej, a nie innej obsady stanowisk kierowniczych?
Wracając do raportu Macierewicza. Co zaliczyłby Pan do usterek tego dokumentu?
– Tekst mógłby być bardziej dopracowany logicznie i metodologicznie. Można było także pewne informacje zweryfikować w źródłach otwartych.
Nie zgadza się Pan z opiniami, że ujawnienie nazwisk osób współpracujących z WSI było błędem?
– Nie sądzę. Weźmy jeden z najbardziej głośnych przypadków, tj. dr. Andrzeja Grajewskiego. Na jego przykładzie wskazano, że oficerowie WSI próbowali wyprowadzić go poza rolę konsultanta i skłonić do penetracji środowiska dziennikarskiego, a więc w obszar działań wykraczających poza potrzeby obronności kraju. Komisja weryfikacyjna wysłuchała dr. Grajewskiego. W raporcie odnotowano, że nie zgadza się on z pewnymi stwierdzeniami. A więc druga strona nie została pozbawiona prawa do obrony. Przyznam, że początkowo miałem wątpliwości, czy ujawniać to nazwisko. Jednak teraz widzę, że gdyby nie zostało podane, padłyby zarzuty, że ten przykład nieprawidłowości w pracy WSI nie jest należycie udokumentowany.
Jako socjologa zastanawiają mnie reakcje na raport Macierewicza. Są one podobne do reakcji na taśmy Oleksego. Poświęcono wiele uwagi wulgarnemu językowi i inwektywom pod adresem działaczy SLD. Nikt nie zwrócił uwagi np. na stwierdzenie Oleksego, że kosmopolityczne gangi rozkradły Polskę. Co jest ważniejsze: wyzwiska skierowane pod adresem Aleksandra Kwaśniewskiego, informacja o liftingach pani prezydentowej, czy ta wypowiedź o rozkradaniu Polski? Także w dyskusjach o raporcie Macierewicza najmniej mówi się o rzeczy najważniejszej: o tym, że trzeba było przeciąć pępowinę łączącą WSI z Rosją oraz pewnymi krajowymi nieformalnymi grupami interesów.
Hanna Wieczorek PT
