2007-10-30, 17:16:22
Do Pana Marka Edelmana
Łaskawy Panie;
Wiem, że ten list nie ma sensu. Nigdy go Pan nie przeczyta. Nie mam go przecież jak wysłać. Nie upublicznia Pan wszak swojego adresu -- po co miałby Pan to robić, skoro mamy w Polsce zwyczaj, że tacy jak Pan piszą do takich jak ja, a tacy jak ja pokornie czytają. A potem biegną do swoich zajęć, bo do nich są powołani, a nie do wyrażania opinii.
Gdy zaś próbują się przeciw takiemu podziałowi buntować, tak jak ja teraz próbuję, to wydają się śmieszni. Również sami sobie.
Ale po tym jak wczoraj opluł mnie Pan na łamach "Dziennika" - mnie i parę milionów innych ludzi -- nie mogę się powstrzymać. Tak, pisałem już że wiem, że to nie ma sensu. Za Panem stoi kaliber wielkiej gazety, broni Pana pancerz autorytetu. Ja mam do obrony tylko malutki pistolecik -- bloga, którego nikt nie czyta. Jasne, że ta wojenna metafora jest przesadna. Bo dziś czasy nie wymagają wielkiej odwagi. Mogę wymierzyć do pana moim pistolecikiem, mogę nawet wystrzelić i nic mi za to nie grozi oprócz, być może, szyderstw kolegów. Ale nawet ta marna metafora byłaby dość dobra by wyjaśnić Panu co czuję. Byłaby, gdyby był Pan dawnym Markiem Edelmanem.
Tylko że nim Pan juz nie jest. Pisze Pan "Prawo i Sprawiedliwość (...) budowało (...) Polskę małych ludzi. Uporczywie odwoływało się do złych emocji, a ludzie się temu bezwolnie poddali." A potem: "30 proc. obywateli poparło PiS. A to oznacza, że aż jednej trzeciej Polaków podobają się poglądy braci Kaczyńskich. To bardzo wiele mówi o naszej mentalności, bo oznacza, że lubimy, gdy ludzie życzą sobie źle, krzywdzą się nawzajem i kłamią." To są bardzo złe słowa proszę Pana. Słowa haniebne. Od kiedy wpuścił Pan do serca nienawiść i pogardę, od kiedy próbę zrozumienia intencji kierujących bliźnim, czy milionami bliźnich, zastąpił Pan wulgarnym podsumowaniem w rodzaju "to są untermensche, mali źli ludzie lubiący kłamstwo", od tego momentu przestał Pan być Markiem Edelmanem, a stał się Pan w swojej duszy Niemcem.
Jak już rzekliśmy, jestem właśnie jednym z tych podludzi, którymi się Pan tak brzydzi.
Nie wiem zatem czy to nie będzie brzmiało jak obraza gdy napiszę, że wydaje mi się, że nie róznimy się zasadniczo systemem wartości. Tak samo jak Panu "marzy mi się kraj przyjazny ludziom - Polska swobodna, w której każdy może się czuć wolny i robić to, co chce. Chciałbym żyć w kraju, w którym nikt nikogo nie ogranicza, nie śledzi, a wręcz przeciwnie - pozwala się rozwijać". Natomiast różnimy się optyką. Mnie się na przykład wydaje, że wolność była w Polsce lat 1991-2005 systematycznie ograniczana. Że "chcący się rozwijać" młody człowiek napotykał coraz więcej zamkniętych drzwi. Aż w koncu okazało się, że jedyne otwarte drzwi to bramka na lotnisku. A będąc blisko miejsc, gdzie wydaje się dziesiątki albo setki milionów pieniędzy podatnika, widziałem jacy ludzie robili najlepszy użytek z tego, że "nikt nikogo nie ogranicza, nie śledzi". Przypuszczam, że by się Panu nie podobali.
Uczyniłem zatem wybór, który w mojej optyce wydawał się, i wciąż się wydaje, być głosem za wolnością i przeciw bezkarności. Oczywiście mogłem się pomylić, nikt z nas nie może wykluczyć takiej możliwości, bo za decyzją wyborczą nigdy nie stoi pełna informacja. Ale wybrałem nie, jak mi Pan to zarzuca, ze strachu, ani nie z zawiści, lecz wiedziony
rozumem i przyzwoitą intencją. I niech wolno mi będzie to Panu z całą stanowczością powiedzieć, że żaden zyciorys, nawet taki jak Pański, nie daje nikomu prawa do okazywania mi za to pogardy.
Gdyby Pan kiedyś jeszcze spotkał dawnego Pana Marka Edelmana, to proszę mu przekazać moje wyrazy szacunku.
Jerzy Marcinkowski
logo dziennik.pl
Uczestnik powstania dla DZIENNIKA
2007-10-29 09:27
Edelman: Brakuje mi w Polsce atmosfery solidarności
Cieszę się z wyniku wyborów. Cieszę się jednak nie dlatego, że jestem wielkim zwolennikiem zwycięskiej Platformy Obywatelskiej, ale dlatego, iż uważam, że stoimy teraz przed wielką szansą, żeby wreszcie coś w Polsce zmienić - pisze w DZIENNIKU Marek Edelman, uczestnik powstania w warszawskim getcie.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że po okresie rządów ludzi, którzy opierali swoją politykę na strachu, zmiana sposobu myślenia Polaków nie będzie prosta. Jarosław Kaczyński sięgnął przecież do najgorszych ludzkich instynktów, żeby więc stworzyć nową jakość w polskim życiu politycznym, potrzebny będzie naprawdę duży wysiłek ze strony nowego rządu. Zawsze jest bowiem łatwiej odwoływać się do złych instynktów ludzi niż postawić na to, co w człowieku dobre.
Dlatego mam nadzieję - jak pewnie wielu innych Polaków - że Platforma Obywatelska odejdzie od polityki ostatnich dwóch lat. Od wstrętnie nacjonalistycznej, zawistnej, podejrzliwej, wręcz więziennej polityki braci Kaczyńskich. Bo taką właśnie Polskę - Polskę małych ludzi - budowało Prawo i Sprawiedliwość. Uporczywie odwoływało się do złych emocji, a ludzie się temu bezwolnie poddali.
Dlatego nie chcę takiej Polski. Marzy mi się kraj przyjazny ludziom - Polska swobodna, w której każdy może się czuć wolny i robić to, co chce. Chciałbym żyć w kraju, w którym nikt nikogo nie ogranicza, nie śledzi, a wręcz przeciwnie - pozwala się rozwijać. Doskonale zdaję sobie sprawę, że budowanie takiej Polski nie jest łatwe, bo człowiek z natury jest złą bestią. Jest też zawistny, dlatego zapewne minie sporo czasu, zanim Polacy się zmienią. Bo nie chodzi przecież tylko o zmianę na scenie politycznej, ale o głęboką przemianę w umysłach ludzkich. Niestety, poprzedni rząd nie tylko nic nie zrobił w tej sprawie, ale wręcz cofnął nas w rozwoju mentalnym.
Czasem - gdy wspominam Solidarność - myślę o tym, jak wspaniały był to czas: ludzie byli do siebie przyjaźnie nastawieni, uśmiechali się. Wszyscy solidarnie protestowali przeciwko aresztowaniom i prześladowaniom. Dlaczego więc teraz każdy chce, by ludzie szli do więzienia i jeszcze się z tego cieszyli? Bardzo mnie przygnębia fakt, że tamtej solidarnościowej atmosfery już nie ma. To - moim zdaniem - wręcz zły znak. Dlatego uważam, że Donald Tusk jako premier powinien odwoływać się nie do negatywnych emocji, a do dobroci, do przyjaźni między ludźmi i do solidarności. Tym bardziej, że właśnie teraz, po wyborach, w których tylu ludzi głosowało przeciwko PiS, jest ku temu sprzyjająca atmosfera.
Jednak łyżka dziegciu w beczce miodu psuje cały miód - nie da się tak łatwo wymazać wszystkiego, co się w ostatnich latach wydarzyło. I z pewnością nie będzie łatwo wymazać złych emocji, które udało się Kaczyńskim rozpalić w Polakach. Wybory wygrała wprawdzie Platforma, ale i tak 30 proc. obywateli poparło PiS. A to oznacza, że aż jednej trzeciej Polaków podobają się poglądy braci Kaczyńskich. To bardzo wiele mówi o naszej mentalności, bo oznacza, że lubimy, gdy ludzie życzą sobie źle, krzywdzą się nawzajem i kłamią.
Tym bardziej właśnie Donald Tusk musi starać się patrzeć w przyszłość i być przychylny ludziom. Z pewnością nie powinien budować swojej władzy na zawiści i strachu, lecz dać ludziom swobodę. Niech nie buduje więzień, tylko sanatoria. Trzeba bowiem widzieć w każdej osobie człowieka. Kaczyńscy jedynie udawali, że dbają o społeczeństwo - w rzeczywistości chcieli tylko centralizować swoją władzę i wypominać Polakom ich grzeszki sprzed 50 lat. Nie powinniśmy się jednak oglądać za siebie i rozliczać przeszłości, tylko postawić na to, co będzie jutro.
Film
Et vous êtes pour l’avortement ?
Envoyer à un ami Envoyer à un ami
Lien permanent Envoyer à un ami Envoyer à un ami
104 réactions à “Et vous êtes pour l’avortement ?”
